FANDOM


Czarna wołga

Czarna wołga

Czarna wołga – jedna z najpopularniejszych w Polsce miejskich legend. Czarna wołga była pojazdem, w którym kierowca porywał dzieci. Legenda była popularna w latach 60. i 70.[1]

W opowiadaniach o czarnej wołdze, w pojeździe znajdowali się: agenci KGB, sataniści, Żydzi, i wampiry. Zazwyczaj porywano do przyrządzenia macy (Żydzi) lub zdobycia krwi, która miała trafić do bogatych Niemców[1]. Bardzo często wołga miała białe firanki i poruszała się w zmroku.

Legenda o czarnej wołdze wróciła w latach 90., ale tam pojazdem było BMW lub Mercedes[1]. Rejestracja auta miała w sobie trzy szóstki, a Patrycja zabijała przechodniów, którzy podawali godzinę<name="polskatimes"></ref>.

Rzeczywiste wydarzenia Edytuj

[2][1] W czerwcu 1956 roku w polskich gazetach pojawiła się prośba o pomoc w szukaniu trójki dzieci, które zaginęły w Kielcach. Informacje o dzieciach wysyłano z całej Polski. Często pojawiały się anonimy, w których oskarżano niewinne osoby. Podczas poszukiwań w Kielcach, wielu tamtejszych mieszkańców rozpoczęło powtarzać plotki o przyczynach porwania. Część osób twierdziła, że ktoś widział, jak dzieci wsiadały do pojazdu. Pojawiały się plotki o Żydach, którzy porwali dzieci do mordu rytualnego w celu wyrobienia macy. SB traktowała te domysły poważnie, pamiętając o zlinczowaniu 37 Żydów w 1946 roku w Kielcach. Pojawiły się obawy, że może nastąpić kolejny lincz.

Poszukiwania nie przyniosły rezultatu. W Czechosłowacji odnaleziono podejrzany samochód oraz jego właściciela, ale nie znaleziono dowodów na porwanie. Sprawa odżyła pod koniec stycznia 1957 roku, kiedy porwano Bohdana Piaseckiego, syna Bolesława Piaseckiego, polityka, przywódcy przedwojennej Falangi i założyciela stowarzyszenia PAX. Chłopca porwano, gdy wracał ze szkoły, wprost z ulicy. Za jego uwolnienie porywacze żądali 100 000 złotych i 4 000 dolarów.

Kilka dni później w centrum Krakowa, na ulicy Jagiellońskiej doszło do kolejnego porwania. Trzyletnie Marek Ogonowski, pozostawiony przez matkę na dwie minuty w wózku dziecięcym, zniknął przed wejściem do zakładu fryzjerskiego. Po paru godzinach przy ulicy Floriańskiej milicja znalazła wózek. Gazety szybko połączyli trzy porwania, donosząc o szajce kidnaperów i krytykując efekty prac milicji. Mimo to pułkownik Stanisław Górnicki z wydziału kryminalnego w Komendzie Głównej MO zapewniał na łamach „Expressu Wieczornego”, że nie istnieje zjawisko porywania dzieci. Statystyki z tego okresu mówiły jednak, że w latach 1950-1957 porwano blisko 200 dzieci, z czego sporo z nich udało się odnaleźć. Większość dzieci udało się znaleźć po paru latach (był także przypadek, że znaleziono dziewczynkę po siedmiu latach od jej zaginięcia).

Pierwsze źródła o czarnej wołdze, do której nawiązywano powyższe porwania pojawiły się w 1965 roku. Wówczas do mieszkania państwa Henclów w Warszawie przy ulicy Grochowskiej zapukały dwie kobiety, które podały się za daleką rodzinę męża i poprosiły o przenocowanie. Helena Hencel nie znała kuzynek, ale wpuściła je do domu. Po paru godzinach poprosiła nawet, by zaopiekowały się jej córką Lilianną, a sama wyszła do pracy. Nie miała obaw, bo wiedziała, że lada moment wrócą jej dwie starsze córki ze szkoły.

Zaraz po wyjściu Heleny Hencel, kobiety opuściły mieszkanie, zabierając ze sobą dziecko. Gdy Heclowie wrócili do domu, zrozumieli, że porwano córkę.

Wieść o porwaniu szybko rozniosła się po całej Warszawie. Dzięki temu, po paru godzinach na milicję zgłosiła się uczennica, która wracając ze szkoły widziała dwie kobiety z dzieckiem, które wsiadały do czarnej wołgi na rogu Grochowskiej i alei Waszyngtona. Kierowcą wołgi był mężczyzna w mundurze wojskowym. Milicja zdecydowała, by o porwaniu poinformować całą Polskę.

W Otwocku trafiono na pierwszą kobietę, która poinformowała, że współpracowała z siostrą podczas porwania. Jej siostra wraz z porwanym dzieckiem odnaleziono w Łodzi. Kobieta porwała dziecko, bo chciała mieć zdrowe dziecko (córka porywaczki urodziła się niewidoma). Nie znaleziono jednak auta i kierowcy.

W kolejnych zgłoszeniach o porwaniach, często informowano o wołdze, lecz był to prawie zawsze fałszywy trop. Wołga była wówczas popularnym pojazdem w Polsce, którym poruszali się działacze PZPR.

Przypisy